Trzymał monetę wartą miliony w szufladzie. Teraz wystawiona na licytacji

Miedziana jednocentówka to skarb dla kolekcjonerów Fot: Wikipedia

Pewien nastolatek w stanie Massachusetts znalazł bardzo rzadką monetę o nominale jednego centa w reszcie, którą otrzymał na stołówce. Nie miał pojęcia, że „grosik” to w istocie cenny i pożądany wśród kolekcjonerów przedmiot. Przez 70 lat, aż do śmierci, trzymał w szufladzie jedną z najcenniejszych monet Ameryki.

Kilka dni po jego śmierci ktoś (nie podał swoich danych ani relacji ze zmarłym) wystawił monetę na aukcję. Ta osiągnęła póki co cenę 1,7 miliona dolarów. Cena z dnia na dzień rośnie. Numizmatycy szacują, że moneta może osiągnąć cenę prawie 7 milionów dolarów.

Skąd taka zawrotna kwota? Jednocentówka to jedna z zaledwie 20 monet wybitych w miedzi w 1943 roku. Ostatni właściciel, Don Lutes, otrzymał ją płacąc za lunch w 1947. To ponoć najsłynniejsza i najbardziej pożądana partia monet wśród amerykańskich numizmatyków.

W latach 40., a konkretnie podczas II Wojny Światowej, miedź była bardzo ważnym surowcem ze strategicznego punktu widzenia – produkowano z niej między innymi łuski nabojów.

Żeby jej nie marnować, w 1943 centy produkowane były ze stali pokrytej cynkiem. Przez przypadek jednak wypuszczono małą partię „miedziaków”.

Plotki o numizmatycznym białym kruku szybko się rozeszły, pojawiło się mnóstwo oszustów sprzedających podróbki. W gazetach pojawiały się co rusz historie odnalezienia drogocennej monety. Oczywiście wszystkie nieprawdziwe. W pewnym momencie ktoś napisał nawet, że magnat samochodowy Henry Ford oferuje nowiutki egzemplarz pojazdu ze swojej fabryki za rzadkiego cenciaka. To również okazało się tylko plotką.

Czy młody Don Lutes nie zorientował się, że ma w rękach skarb? Najlepsze w tej historii jest to, że wpadł na to od razu. Ale Mennica USA wydała oficjalny komunikat, że miedziana partia monet z 1943 nigdy nie powstała, a wszystko to wymysł mediów. Lutes zgłosił się co prawda do Departamentu Skarbu, ale tam powiedziano mu, że musi być to podróbka.

Zostawił więc sobie znalezisko jako pamiątkę. Trzymał ją w prywatnych zbiorach przez ponad 70 lat, aż do końca życia. Przez cały ten czas jej wartość rosła, więc w każdej chwili mógł sprzedać ją i otrzymać małą fortunę, która ustawiłaby go do końca życia. Teraz nie przyda mu się już na nic. Co innego na pewno myśli o tym szczęśliwy znalazca, który chciał pozostać anonimowy.

Polska moneta za milion dolarów

Najdroższą monetą wybitą w polskich mennicach było sto dukatów Zygmunta III Wazy. W 2008 r. została sprzedana na aukcji niemieckiemu kolekcjonerowi za 1380000 dolarów!

100 dukatów Zygmunta III Wazy z 1621 r.

„Ducatus” jest określeniem oznaczającym po łacinie coś „należącego do księcia”, a więc słusznie nazywać może środek płatniczy używane na podległych mu ziemiach. Pierwszym władcą, który bił monety nazwane dukatami był Roger II, władca Sycylii. W 1140 r. jego mincerze wypuścili serię z napisem: „Sit tibi Christe datus quem tu regis iste ducatus”, czyli „Tobie Chryste niech oddane będzie, to którym rządzisz księstwo”. Według niektórych historyków nazwa dukat pochodzi właśnie od ostatniego słowa użytego w dedykacji.

Pieniądze Rogera były srebrne. Dopiero bogata Republika Wenecka pozwolić sobie mogła na bicie bilonu ze złota, co stało się w 1284 roku.

W Polsce złote dukaty, zwane czerwonymi złotymi bite były od XVI do XIX wieku. Jednak najsłynniejszą była ta największa, wyprodukowana na polecenie Zygmunta III Wazy.

Bogata Rzeczpospolita mogła sobie pozwolić na tak dużą monetę, choć faktem jest, że dziś znamy tylko trzy jej egzemplarze. Studukatówka miała wagę 348,2 g, próbę 0,967 i średnicę siedmiu centymetrów. Została wykonana przez Samuela Amona z Gdańska, jednego z najlepszych medalierów, jacy działali w Polsce. Zdobi ją piękny, dopracowany w szczegółach portret króla Szwecji i Polski, Zygmunta III Wazy.

Na początku 2008 r. jeden z trzech zachowanych egzemplarzy został sprzedany na aukcji w nowojorskim domu Stack’s za 1 380 tys dolarów. Egzemplarz ten był już notowany na rynku. W 1980 roku został sprzedany za 120 tys. dolarów, a w 1989 roku proponowano go z ceną szacunkową 250 tys. dolarów, lecz nie został sprzedany.

Druga moneta o tym samym nominale prezentowana jest w Muzeum Czapskich w Krakowie. Na warszawskim Zamku Królewskim podziwiać można bardzo podobną monetę o nominale 40 dukatów, wykonaną przez tego samego medaliera.

Dodaj komentarz