Ostatnie dni dyktatorów. Jak umierali najwięksi zbrodniarze XX wieku?

Jak wyglądały ostatnie chwile Stalina, Breżniewa czy Hitlera? W jaki sposób żegnali się z życiem Pol Pot, Mao Zedong i inni najwięksi zbrodniarze XX wieku? Którzy z nich zginęli śmiercią naturalną, którzy zostali zamordowani, a którzy sami odebrali sobie życie, by nie wpaść w ręce wroga lub rozwścieczonego ludu?

Adolf Hitler wolał popełnić samobójstwo niż wpaść w ręce zbliżającej się Armii Czerwonej. Niemal do samego końca pozostaje wierny Rzeszy. „Osowiały, wyczerpany i osłabiony Hitler jest cieniem dawnego Fuehrera. […] Hitler już od dłuższego czasu nie może ukryć drżenia lewej ręki. Chodzi przygarbiony, porusza się z coraz większym trudem”.

Ukryty dziesięć metrów pod ziemią, w berlińskim bunkrze, 29 kwietnia 1945 roku decyduje się na „rozwód”, jakby symbolicznie pogodził się z przegraną. Przez lata ukrywał przed światem związek z Ewą Braun (oboje na zdj.). Teraz Niemcy oficjalnie przestają być jego jedyną miłością i bierze ślub z wierną Braun, tyle że ślubują sobie nie tyle miłość, co wspólne samobójstwo. Świadkami pana młodego byli Goebbels i Bormann.

Po uroczystości Hitler w swoim gabinecie spisuje polityczny testament. Następnego dnia po obiedzie wraz z żoną zamykają się w pokoju. Hitler był tak przerażony, że podzieli los Mussoliniego, że po wspólnym zażyciu trucizny (wcześniej wypróbowali ją na swoim psie) postanowił jeszcze strzelić sobie w głowę.

Gazeta informuje o śmierci Hitlera

W „Ostatnich dniach dyktatorów” znajdziemy także opis konduktu żałobnego, który wyruszył z bunkra: „Do wtóru ogłuszającego huku moździerzy i granatów współpracownicy niosą na własnych barkach owinięte ciała. Składają je kilka metrów od wejścia do bunkra.

Polewają dziesięcioma kanistrami benzyny. Porywisty wiatr hulający w ogrodzie Starej Kancelarii gasi zapałki. Trzeba zapalić pochodnię, by wreszcie wypełnić ostatnią wolę Fuehrera. Nie od razu jednak się udaje. Ciała nie zwęgliły się w całości, nieco później operacja musi zostać powtórzona”.


To zresztą jeszcze nie koniec koszmaru. Następnego dnia sześcioro swoich dzieci truje Magda Goebbels. Według źródeł historycznych matka poczęstowała je cukierkami z cyjankiem. „Lepiej, by umarły, niż by musiały znosić hańbę i pośmiewisko. W Niemczech, które nastaną po wojnie, nie ma miejsca dla moich dzieci” – wyjaśniała. Następnie wychodzi wraz z mężem do ogrodu, gdzie również odbierają sobie życie. Ich ciała pochłonie ogień.


Kilka dni później – 7 maja w Reims i 8 maja w Berlinie – Niemcy podpisują akt kapitulacji

Józef Stalin – ofiara własnego terroru

Józef Stalin umarł tak samo jak żył – samotnie, płacąc najwyższą cenę za postrach, który budził nie tylko wśród wrogów, ale także wśród osób, które otaczały go na co dzień. „Zawsze bardzo późno kładł się spać i nikt nie ważył się go budzić, dopóki sam nie uznał, że się wyspał. Wstawał zwykle koło dziesiątej, jedenastej rano. Ani ochroniarzom, ani służbie, ani gospodyni nie wolno było wchodzić, dopóki sam ich nie wezwał. Jak wszystko, co go dotyczyło, odpoczynek towarzysza Stalina był święty” – czytamy w książce.

Gdy 1 marca 1953 roku Stalin zasłabł w swoim gabinecie, przez niemal cały następny dzień nikt nie ośmielił się wejść do środka. Służba w daczy w Kuncewie wiedziała, z jakim ryzykiem wiąże się przeszkodzenie tyranowi w pracy. Gdy wreszcie przerażony ochroniarz Stalina odważył się wejść do pokoju, ujrzał leżącego na ziemi, zalanego moczem, częściowo sparaliżowanego dyktatora odpowiedzialnego za śmierć milinów ludzi. Miał na sobie tylko podkoszulek i spodnie od pidżamy, a z jego gardła wydobywał się głuchy charkot.

Skutki wylewu krwi do mózgu postępowały i liczyła się każda minuta. Przez dwie doby nikt nie wezwał jednak lekarzy do chorego wodza – nawet w tak krytycznym momencie, nikt nie odważył się bowiem samodzielnie podjąć decyzji.

Świadkowie wspominają o jednym momencie, kiedy Koba przebudził się – przytomnym, ale przerażonym i szaleńczym wzrokiem objął otaczających go ludzi, zaczął grozić ręką i coś bełkotać. Jego córka twierdziła potem, że wyszeptał „Wszyscy zginiecie”. Gdy wreszcie odważono się wezwać lekarzy, ci z drżeniem stwierdzili wylew i… szybko się oddalili, nakazując obserwację.

Nagranie z pogrzebu Stalina

„Rankiem 5 marca 1953 roku Stalin powoli zaczął odpływać w wieczny mrok. Pojawiły się mdłości, trudności z oddychaniem, kolejne zapaści, powikłania sercowe. Wymiotował krwią, dusił się. W obecności tłumnie zgromadzonej widowni: rodziny, członków nomenklatury, agentów MGB, służby i lekarzy, „ojczulek narodu” (wreszcie!) wydał ostatnie tchnienie. Była za dziesięć dziesiąta. Jego dzieci i towarzysze ucałowali siną twarz. Beria przyklęknął i wycisnął na dłoni Stalina pocałunek” – pisze Thierry Lenz w „Ostatnich dniach dyktatorów”

Ceausescu – rozstrzelanie „Słońca Karpat”

Ciało Ceausescu zaraz po wykonaniu wyroku

„Płód jest własnością całego społeczeństwa. Ci, którzy próbują nie mieć dzieci, są dezerterami i naruszają prawo narodu do ciągłości” – brzmiał jeden z jego ulubionych bon-motów. Polityka „Słońca Karpat” oprócz katastrofy gospodarczej skutkowała także dramatem setek tysięcy Rumunek, które na skutek „polityki prorodzinnej” rumuńskiego dyktatora i jego żony Eleny poddawały się nielegalnym aborcjom.
Mimo postępującego zubożenia społeczeństwa Ceausescu opływał w coraz większe dostatki i luksusy, łącznie z arabskimi jachtami dla żony Eleny, ledwo piśmiennej matki rumuńskiej nauki marzącej o Nagrodzie Nobla.


Zamieszki, które 21 grudnia 1989 roku wybuchają w Bukareszcie, ostatecznie pozbawiają Ceausescu władzy. Gdy został ujęty, napięcie społeczne było tak duże, że zdecydowano się na szybki proces, aby uspokoić nastroje. Cztery dni później, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, po błyskawicznym procesie dyktator i jego żona (na zdj.) zostają rozstrzelani. Jak wyglądała egzekucja?

„Trybunał, którego legalność dyktator kwestionuje, sadza małżeństwo Ceausescu za dwoma drewnianymi stolikami, dziwnie przypominającymi cztery trumienne deski. Niecałą godzinę później ostatnie słowa skazanych toną w huku przedwczesnych wystrzałów. Na taśmie filmowej widać niewyraźne sylwetki padające na ziemię. Operator, który w pośpiechu zmieniał baterię, okazał się wolniejszy od trzech komandosów odpowiedzialnych za egzekucję” – piszą autorzy „Ostatnich dni dyktatorów”.
I dalej: „Ciała owinięte w brezent zostają przewiezione do Bukaresztu. Zostawione bez opieki będą potem przez parę godzin wożone z miejsca w miejsce, budząc powszechne wzburzenie”.

Pięć dni później na cmentarzu Ghencea żołnierze zasypują dwie trumny czarną, lepką ziemią.
„Na ścianie sypiącego się sino żółtego budynku w Targoviste ciągle jeszcze widać ślady po kilkudziesięciu kulach. Żadna tabliczka nie zdradzi, że tu właśnie, pod tym murem, stali Nicolae i Elena Ceausescu, kiedy trzej członkowie plutonu egzekucyjnego wymierzyło w nich kałasznikowy i z odległości metra opróżnili magazynki. Wtedy dołączyło do nich jeszcze dwóch żołnierzy. Oni także chcieli strzelać” – pisze Małgorzata Rejmer w „Bukareszcie” (Wyd. Czarne).

Ciało Ceausescu zaraz po wykonaniu wyroku

W reportażu „Rewolucja? Dramat w pięciu aktach” Rejmer pisze, że w 1989 roku rozwścieczeni Rumuni domagali się krwi dyktatora: „Tłum szturmuje budynek, w którym dyktator miota się po salach jak strwożona mysz, nie wiedząc, do której dziury się schować przed tysiącem kotów”.
Tyranowi nie udało się jednak uciec. Zostaje schwytany, aresztowany, osądzony w trybie pilnym i skazany na śmierć. Prawnicy zaproponowali, aby małżonkowie przyznali się do niepoczytalności. Państwo Ceausescu poczuli się jednak głęboko urażeni – nie umieli lub nie chcieli się złapać tej ostatniej deski ratunku.

Zostali rozstrzelani bez opasek na oczach chwilę później. Nagranie z egzekucji emitowano w telewizji setki razy, Rejmer pisze wręcz o „reklamie dyktatorskiej śmierci”: „Nędzna, wąska sala, Elena i Nicolae jak uczniacy w ławie, a potem cięcie, pluton egzekucyjny, chmura dymu i zbliżenie na twarz martwego starca leżącego na ziemi z rozrzuconymi rękami i jednym otwartym okiem”.

Nagły zgon Breżniewa

„Breżniew z jednej strony uosabia apogeum komunizmu, a z drugiej zaznacza początek gospodarczego i politycznego upadku systemu, w którym wspiął się od przeciętnego aparatczyka do wodza. Jego śmierć pokazuje także, jak zacięta była walka o władzę w łonie partii” – czytamy w „Ostatnich dniach dyktatorów”.

Przez lata Leonid Iljicz Breżniew wydawał się okazem zdrowia: „Wódz miał słabość przede wszystkim do dobrego jedzenia i kobiet. Dawny członek Biura Politycznego potwierdza, że w służbowej willi w Zawidowie regularnie odbywały się hulanki. Żona Breżniewa, Wiktoria Pietrowna, jedno mieszkanie w całości przeznaczyła na upominki, które dostawali”.

Tymczasem w sierpniu 1968 nagle słabnie w samym środku rozmów z czechosłowackimi przywódcami. Lekarze stawiają diagnozę – układ nerwowy pierwszego sekretarza nie wytrzymuje ciągłego napięcia i stresu.

W kolejnych latach Breżniew uzależnia się od leków nasennych. Gdy trafia do szpitala, przed snem zostawia karteczkę ordynansowi: „Gdyby lekarze próbowali skonfiskować moje tabletki, śmiało skorzystaj z broni”.

Począwszy od 1974 roku, pisze w książce Philippe Comte, „stan fizyczny i psychiczny wodza będzie się już tylko pogarszał – zupełnie jak ojczyzny”. Rankiem 10 listopada 1982 roku dwaj ochroniarze próbują obudzić Breżniewa, który nie oddycha, ale wciąż żyje. Sztuczne oddychanie i masaż serca nie pomagają.

Breżniew umiera. Czy zmarł śmiercią naturalną? Na temat tego, że odszedł z tego świata nie bez pomocy „życzliwych” istnieje wiele domysłów i hipotez, o których szczegółowo mowa w „Ostatnich dniach dyktatorów”.

Pogrzeb Breżniewa

Długa śmierć Mao Zedonga

Do ostatnich chwil stary, chory i bezsilny dyktator dzielił, aby rządzić i podpuszczał jedną koterię przeciwko drugiej. Latem 1974 roku lekarze Mao stwierdzają, że koniec jest bliski – stan zdrowia 80-letniego dyktatora gwałtownie się pogarsza.

Bardzo schudł, wiszą na nim ubrania, porusza się z trudem, bełkocze tak, że nikt go nie rozumie. Co gorsza, traci wzrok, a co za tym idzie – jedyną prawdziwą przyjemność, czyli czytanie książek, przede wszystkim poezji. Każe sobie drukować książki z coraz większą czcionką, ale w końcu i to nic nie daje. Mao praktycznie oślepł. Wszystko to pogłębia jego paranoję (np. ludzie z najbliższego otoczenia muszą zapowiadać swoją obecność głośnym tupaniem, by nie przestraszyć „prezydenta”).

W końcu zapada diagnoza: przewodniczący cierpi na stwardnienie zanikowe boczne, czyli niezwykle rzadko występującą chorobę Lou Gehringa, która prowadzi do paraliżu poszczególnych narządów. Choroba jest do dziś nieuleczalna i stanowi dla pacjenta rozciągnięty w czasie wyrok śmierci.

Ostatnie publiczne zdjęcie chińskiego przywódcy Mao Zedonga, 1976

Nawet umierający Mao nie wypuszcza cugli z rąk. Nie może już wychodzić z rezydencji, większość czasu spędza w łóżku, a i tak bacznie obserwuje sytuację i bawi się w kotka i myszkę z frakcjami walczącymi o władzę. W maju i czerwcu 1976 roku Mao przeżył dwa kolejne zawały. Od tej pory skazany jest na odżywanie przez sondę, przed czym długo się bronił.
„Trzeci zawał atakuje 2 września. […] 9 września, kilka minut po północy Mao wydaje ostatnie tchnienie. Miał osiemdziesiąt trzy lata. Jego chorobę ukrywano tak skutecznie, że informacja spada na obywateli jak grom” – pisze Claude Quetel.

„Początkowo nie wierzyliśmy własny uszom, bo mówiono, że Mao może dożyć stu pięćdziesięciu lat. Ponoć tak zapewniał lekarz” – opowiadał 16-letni wtedy Du Qinggang. „W Pekinie ciało Wielkiego Sternika umieszczono w budynku Kongresu przy placu Tian’anmen. Z najdalszych zakątków kraju ściągnęły tam setki tysięcy Chińczyków. Z białymi chryzantemami w butonierce i żałobnej opasce na lewym ramieniu maszerowali przed szklaną trumną. Zakazano płaczu, ale na zdjęciach pokazanych w zachodnich telewizjach widać autentyczną żałobę” – czytamy w „Ostatnich dniach dyktatorów”.

Pogrzeb Mao Zedonga

Sześć śmierci Pol Pota

Pol Pot na łożu śmieci

Pol Pot rządził Kambodżą zaledwie przez 44 miesiące (1975-1979), ale w tym czasie dowodzeni przez niego Czerwoni Khmerzy zdołali wymordować jedną piątą ludności kraju. Przez kolejnych dwadzieścia lat Brat Numer Jeden będzie się błąkał i walczył o swoje polityczne przetrwanie.

Dlaczego w „Ostatnich dniach dyktatorów” mowa o sześciu śmieciach Pol Pota? Pierwszą śmiercią tyrana była przegrana z Wietnamem. Już nigdy nie odzyskał kontroli nad swoim krajem, „jego żelazna dyktatura runęła jak domek z kart”. Odejście tyrana z tego świata w kwietniu 1998 roku poprzedził jeszcze cztery inne „śmierci” – umarło jego przywództwo, ideologia, nadzieja, a wreszcie jego organizacja.

15 kwietnia 1998 roku świat dowiedział się o nagłej śmierci Pol Pota, który przygotowywał się do ucieczki do Tajlandii. Według oficjalnej wersji zmarł z przyczyn naturalnych, ale popularną hipotezą jest także samobójstwo przez otrucie. Możliwość zamachu się wyklucza: „Po pierwsze, nie znaleziono żadnych śladów przemocy. Po drugie, nikt nie skorzystałby na śmierci starego tyrana”.
Wciąż nie wiadomo tylko, gdzie spoczywają prochy zbrodniarza – czy zatruwają ziemię, czy też stały się pokarmem dla ryb.


Dodaj komentarz