Wyrok na Rudolfie Hoessie. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce

Egzekucja Rudolfa Hoessa – zdjęcie zrobione 16 kwietnia 1947 r. przez fotoreportera Stanisława Dąbrowieckiego

2 kwietnia 1947 roku Najwyższy Trybunał Narodowy w Warszawie skazał na karę śmierci Rudolfa Hoessa, niemieckiego zbrodniarza, komendanta KL Auschwitz. Ludobójca na egzekucję czekał w więzieniu w Wadowicach, gdzie miał się nawrócić – wyspowiadał się, przyjął komunię św. i przeprosił Polaków w spisanym oświadczeniu za wyrządzone im zło.

Wyrok przez powieszenie został wykonany 16 kwietnia 1947 roku w Oświęcimiu, tak jak wnioskowali byli więźniowie Auschwitz. Podest szubienicy z zapadnią ustawili o świcie nieopodal budynku niegdysiejszej komendantury obozu niemieccy jeńcy. W ostatnich chwilach zgodnie z wolą skazanego towarzyszył mu ksiądz.

Po odczytaniu wyroku kat zarzucił Hoessowi pętlę na szyję. Śmierć nastąpiła o godz. 10.21. Później zwłoki komendanta obozu zostały spalone. Egzekucje obejrzało ponad 100 osób, posiadaczy specjalnych przepustek; wśród nich przedstawiciele byłych więźniów, pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości, prokuratury, Urzędu Bezpieczeństwa.

Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. Rudolf Hoess był jednym z najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy wojennych. Aresztowali go Brytyjczycy. Jako świadek występował w procesach przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze. Nie zaprzeczał, że jego działalność była zbrodnicza, ale twierdził, że wykonywał tylko rozkazy. W 1946 roku został wydany Polsce.

Przebieg procesu w Hoessa Norymberdze

Hoess miał się nawrócić

Dwa razy – 10 i 11 kwietnia 1947 r. – samochód służbowy przysyłany z Wadowic przyjeżdżał do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach po ojca Lohna, by ten spotkał się ze zbrodniarzem. Jezuita był wówczas kapelanem w Łagiewnikach. 10 kwietnia Lohn odbył z Hössem wielogodzinną rozmowę – pisze ks. Deselaers – po której Höss złożył katolickie wyznanie wiary i wyspowiadał się, powracając w ten sposób na łono Kościoła.

Następnego dnia o. Lohn przyniósł z kościoła parafialnego w Wadowicach wiatyk i udzielił Hoessowi Komunii Świętej. Obecny przy tym kościelny Karol Leń opowiadał później, że Höss, przyjmując Komunię, ukląkł na środku celi i płakał. Tego samego dnia napisał listy pożegnalne.

W archiwum parafii wadowickiej zachowały się ważne dokumenty dotyczące Rudolfa Hössa. W dzień po napisaniu listów pożegnalnych skazaniec wręczył prokuratorowi „oświadczenie”, sporządzone z własnej inicjatywy celem opublikowania. Höss po raz pierwszy uznał swoją odpowiedzialność za to, co się działo w Auschwitz, nie tylko w wymiarze prawnym, ale także moralnym:

„Sumienie zmusza mnie do złożenia jeszcze następującego oświadczenia: W osamotnieniu więziennym doszedłem do gorzkiego zrozumienia, jak ciężkie popełniłem na ludzkości zbrodnie. 

Jako komendant obozu zagłady w Oświęcimiu urzeczywistniałem część straszliwych planów Trzeciej Rzeszy – ludobójstwa. W ten sposób wyrządziłem ludzkości i człowieczeństwu najcięższe szkody. Szczególnie Narodowi polskiemu zgotowałem niewysłowione cierpienia.

Za odpowiedzialność moją płacę życiem.

Oby mi Bóg wybaczył kiedyś moje czyny. Naród polski proszę o przebaczenie. Dopiero w polskich więzieniach poznałem, co to jest człowieczeństwo. Mimo wszystko, co się stało, traktowano mnie po ludzku, czego nigdy bym się nie spodziewał i co mnie najgłębiej zawstydzało.

Oby obecne ujawnienia i stwierdzenia tych potwornych zbrodni przeciwko człowieczeństwu i ludzkości doprowadziły do zapobieżenia na całą przyszłość powstawaniu założeń, mogących stać się podłożem tego rodzaju okropności”.

Oświadczenie: Rudolf Franz Ferdinand Höss

Dodaj komentarz