Jan Wolski ofiarą intrygi ufologa? Historia spotkania z UFO w Emilcinie

Emilcin to mała wieś koło Opola Lubelskiego. W 1978 roku miało tam dojść do jednego z najsłynniejszych bliskich spotkań trzeciego stopnia.

Twarz istoty jaką widział Jan Wolski

10 maja 1978 roku, kiedy to 71-letni rolnik Jan Wolski rozsławił Emilcin swoją opowieścią o wizycie w Niezidentyfikowanym Obiekcie Latającym. Wolski twierdził, że jechał furmanką przez leśną drogę, gdy napotkał dwie dziwaczne istoty. Wedle jego relacji miały 150 cm wzrostu, zielone twarze i ręce. Porozumiewały się w dziwnym języku, brzmiącym „…a petete petete te”. Przybysze wskoczyli na wóz, po czym gestami zaprosili Wolskiego do wiszącego nad łąką przezroczystego pojazdu kosmicznego. Tam zbadali rolnika, częstowali go dziwnym „ciastem” (miał odmówić), po czym wszyscy rozstali się w atmosferze przyjaźni. Rolnik wrócił do domu, chciał pokazać kosmitów rodzinie, ale UFO już odleciało.

Historia Wolskiego wzbudziła wówczas nie lada sensację. Wezwano nawet milicję, ale ta nie chciała się wtrącać i wyśmiała mieszkańców wsi. Sprawą zainteresowały się jednak media, a przede wszystkim – ufolodzy z całego świata. Wkrótce powstała ogromna ilość publikacji na ten temat: artykuły, filmowe reportaże, a nawet komiks autorstwa Grzegorza Rosińskiego, twórcy „Thorgala„. W 2005 roku Fundacja Nautilus postawiła we wsi pomnik upamiętniający historię Wolskiego.

Pomnik UFO w Emilcinie Wikipedia/Domena Publiczna

Przybysze przylecieli w statku kosmicznym o szerokości 5 metrów i wysokości ok. 170 cm. Statek był przezroczysto-biały. W powietrzu unosiły go „cztery beczki” na jego rogach. Kosmici mówili używając dźwięków podobnych do „gruchania gołębi i chichotów hieny”. Jak tłumaczył Wolski „mówili …a petete petete te, tak drobniutko a gęsto”. Zdaniem rolnika „troszkę byli podobni do Chińczyków”. Po wejściu do statku poprosili rolnika, by rozebrał się do naga, zbadali go „dziwacznymi talerzykami”, po czym wszyscy pożegnali się. Na odchodne Wolski zdjął nawet czapkę i powiedział „do widzenia”

Do dziś panują różne opinie na temat tego, co przydarzyło się Wolskiemu. Sceptycy uważali, że Wolski był pijany (stanowczo zaprzecza temu jego rodzina), lub że zasnął. Sugerowano też dowcip harcerzy, a nawet eksperymenty mieszkańca wsi z LSD. Badania przybyłych na miejsce ufologów i psychologa wykluczyły chorobę psychiczną świadka. Mieszkańcy Emilcina są zgodni, że Wolski to osoba wiarygodna. Miejscowy ksiądz pokazywał nawet pismo, w którym rolnik przysięga na Boga, że mówi prawdę. Jan Wolski zmarł w 1991 roku.

Wyznania Jana Wolskiego uwiecznione na nagraniach

Jan Wolski i jego wersja

Jak Wolski poddany hipnozie?

Hipoteza Rdułtowskiego brzmi następująco: Wawrzonek, który prywatnie amatorsko zajmował się hipnozą, włożył Wolskiemu do głowy fikcyjne wspomnienia znane dziś jako „zdarzenie w Emilcinie”, żeby zemścić się na Blani. Ale zacznijmy od początku.

W marcu 1978 roku – dwa miesiące przed wydarzeniami emilcińskimi – Blania miał zaprosić Wawrzonka do programu telewizyjnego w celu wykonania eksperymentu. Eksperyment ten miał odpowiedzieć na pytanie: czy można włożyć komuś do głowy nieprawdziwe wspomnienia? Wawrzonek był pewien, że nie, zgodził się więc na bycie „królikiem doświadczalnym”. I eksperyment się powiódł.

Zdaniem Rdułtowskiego, upokorzony Wawrzonek postanowił zemścić się na Blani, hipnotyzując rolnika Jana Wolskiego. – Moim zdaniem [Wawrzonek] musiał bardzo sprytnie zadawać pytania Wolskiemu w hipnozie – kontynuuje Rdułtowski w rozmowie z Onetem. – Tak aby ten własnymi słowami opisał to, co „widział”, czyli pojazd kosmiczny i dwa zielone ludziki, które zaprosiły go do środka. Potem przez lata Jan Wolski oprowadza dziennikarzy i turystów po łączce, każdorazowo utrwalając w głowie zdarzenie, które tylko w tejże głowie się zrodziło.

Znalezione obrazy dla zapytania: jan wolski ufo

Wawrzonek po kilku dniach od zahipnotyzowania Wolskiego chciał upokorzyć Blanię odkrywając przed nim, że uwierzył w grubymi nićmi szytą historię. Jednak Blania podszedł do sprawy profesjonalnie i szybko przybył do Emilcina z psycholog dziecięcą, która miała porozmawiać z Adasiem Popiołkiem. I z psychiatrą dla Wolskiego. Wawrzonek miał się wystraszyć możliwych konsekwencji swojej intrygi i na lata przestał interesować się sprawą. Z kolei Blania na całego zaczął zajmować się Emilcinem, brylował w mediach i wydał na temat tych wydarzeń dwie książki.


Dodaj komentarz