Najbardziej odizolowane plemię świata. Odwiedziny kończą się śmiercią

Najbardziej odizolowane plemię świata, mieszka na malutkiej wyspie. Wszelkie próby kontaktu kończą się śmiercią. Co wiemy o ludzie Sentinelczyków?

Sfotografowani Sentinelczycy z podkładu łodzi. Bliższy kontakt zazwyczaj kończy się atakiem.

Sentinel Północny – jedna z wysp archipelagu Andamanów w Zatoce Bengalskiej, położona na zachód od południowej części Andamanu Południowego. Jest niewielka, o kształcie zbliżonym do kwadratu, w większości zalesiona, otoczona rafami koralowymi i pozbawiona naturalnych przystani.

Nieznane plemię

Na wyspie żyją Sentinelczycy, posługujący się językiem sentinelskim. Ich populacja wynosi według różnych szacunków od 50 do 400 osób lub od 250 do 300. Ten lud tubylczy nie chce kontaktu ze światem zewnętrznym, pozostając jednym z ostatnich plemion nietkniętych współczesną cywilizacją. Sentinelczycy reagują w agresywny sposób na każdą próbę zbliżenia się do nich, w tym na pomoc humanitarną.

Sentinelczycy są zaliczani do Negrytów. Charakteryzują się niskim wzrostem (ok. 160 cm), ciemną skórą i włosami typu afrykańskiego (krótkie i „wełniste”). Ich przodkowie dotarli na archipelag prawdopodobnie jeszcze w środkowym paleolicie, około 60 tysięcy lat temu. Jest to lud zbieracko-łowiecki. Ludność Północnego Sentinelu posługuje się językiem niespokrewnionym z innymi używanymi przez ludy andamańskie, prawdopodobnie wskutek izolacji wyspy od reszty archipelagu.

Z istniejących nagrań i zdjęć wiadomo, że Sentinelczycy używają długich łuków (z co najmniej trzema rodzajami strzał), oszczepów (przypominających nieco rzymskie pilum) oraz noży i kamieni. Do połowu ryb stosują, oprócz specjalnych strzał (z ząbkowanymi ostrzami), długie harpuny (do ok. 250 cm długości) i proste sieci. Posługują się też ciesakami, grubo plecionymi koszami oraz drewnianymi pojemnikami. Umieją budować także proste przybrzeżne łódki z bocznym pływakiem, które wykorzystują do łowienia ryb i zbierania skorupiaków z przybrzeżnych lagun. Łodzie te nie nadają się jednak do podróżowania po otwartym morzu (np. z wyspy na wyspę). Sentinelczycy używają ognia, ale nie jest jasne, czy potrafią sami go wskrzeszać, czy muszą czekać na uderzenie błyskawicy.

Na szyjach noszą proste ozdoby, niektóre wykonane z przedmiotów wyrzucanych na brzeg (często metalowe, obrabiane na zimno). Na początku lat 80. XIX wieku oficer marynarki brytyjskiej Maurice Vidal Portman informował, że zwyczaje kulinarne Sentinelczyków są bardziej zbliżone do spotykanych wśród ludu Onge z Małego Andamanu niż do bliższych im geograficznie plemion z Wielkiego Andamanu.

Próby kontaktu

Pierwszą wyprawę naukowo-badawczą zorganizowano w styczniu 1880 pod dowództwem Portmana. Mimo że mieszkańcy uciekli w głąb wyspy, udało się pojmać dwoje starców i czworo dzieci, których zabrano do Port Blair na Andamanie Południowym. Starsi zmarli jednak dość szybko (prawdopodobnie wskutek choroby, na którą nie byli uodpornieni), a dzieci (obdarowane upominkami) przewieziono z powrotem na wyspę i więcej ich nie widziano. Brytyjczycy zaniechali dalszych prób kontaktu.

Wszelkie próby kontaktu kończą się atakiem z łuku

Od 1967 z inicjatywy antropologa Trilok Natha Pandita zorganizowano szereg wypraw. Próby te – w asyście uzbrojonych policjantów – nie zakończyły się jednak sukcesem. Dopiero 29 marca 1970 ekspedycja Pandita natknęła się na grupę tubylców. Według jednego z członków ekspedycji wojownicy, po otrzymaniu w prezencie pewnej ilości ryb (wrzucono je do wody bez lądowania na brzegu), groźnie okrzyczeli członków ekspedycji. Następnie część z nich zaczęła kopulować z partnerkami, które wyszły na brzeg (pozostali nadal obserwowali badaczy). Po zakończonych stosunkach Sentinelczycy wycofali się w głąb wyspy, a ekspedycja zawróciła.

Inną próbę w 1974 podjęło towarzystwo National Geographic. Ekspedycja została jednak dwukrotnie ostrzelana z łuków, a reżyser mający nakręcić film dokumentalny został ranny w udo. Mimo to pozostawiono upominki (samochodzik, lalkę, orzechy kokosowe, ryby, związaną świnię i aluminiowe garnki), po czym wycofano się. Tubylcy zabrali tylko kokosy i garnki, a resztę zakopali (wcześniej zabili świnię dzidami) i wrócili w głąb wyspy.

Sentinel Północny, widok z satelity/Google Maps

Próby kontaktu z początku lat 90. także nie powiodły się i w 1996 oficjalnie ich zaniechano. Jednym z powodów była obawa przed zarażeniem mieszkańców chorobami, na które nie mieli odporności.

Od 2005 obowiązuje całkowity zakaz zbliżania się do wyspy, dla ochrony tubylców i ze względu na ich agresywność wobec obcych. Mimo to w 2006 dwóch kłusowników łowiących kraby dopłynęło w pobliże wyspy i podczas snu zostało zastrzelonych przez sentinelskich łuczników. Miejscowi pochowali ciała w płytkich grobach. Nie udało się ich zabrać z wyspy, gdyż wysłany helikopter – podobnie jak w 2004 – został ostrzelany. Kolejny tragiczny incydent zdarzył się 16 listopada 2018. John Allen Chau, 27-letni Amerykanin z Alabamy, podróżnik i chrześcijański misjonarz, dostał się na wyspę dzięki pomocy miejscowych rybaków. Został zastrzelony przez plemiennych łuczników.

Sentinelczycy sfotografowani z pokładu śmigłowca

Obecnie Sentinelczycy posiadają pełną niezależność, a władze indyjskie ograniczają się jedynie do sporadycznego monitorowania wyspy z dystansu i egzekwowania zakazu wstępu.

Świat jest zbyt niebezpieczny

Wielu ekspertów w dziedzinie nauki uważa, że kontakt z dzikim plemieniem jest niebezpieczny nie tylko ze względu na agresję z jaką się spotkano, ale również dla samych mieszkańców tej wysypy. Sentinelczycy są odizolowani nie tylko od świata zewnętrznego, ale również od wszelkiego rodzaju wirusów. Gdyby doszło do przeniesienia jakiegoś wirusa na wyspę może dość do fali zachorowań a przez to do wyginięcia zamieszkującego tam ludu. Nie wiadomo, na jakie choroby zapadają Sentinelczycy i w jaki sposób je leczą oraz na co są odporni. Nawet zwykłe przeziębienie lub infekcja może zniszczyć najbardziej odizolowany lud świata.

3 komentarze

Dodaj komentarz