historia

Ewa Braun i jej związek z Adolfem Hitlerem. Czy można pokochać potwora

Ewa Braun była zwykłą dobrą, katolicką dziewczyną. Dlaczego więc związała się z Adolfem Hitlerem? I czemu tak fascynują nas kobiety, które wiążą się z potworami?

Nie był to ślub jak ze snów. Tylko państwo młodzi i kilku jego współpracowników. Jak przystało na pracoholika, zorganizował uroczystość w swoim biurze, bez wielkich ceremonii. Mieli jeszcze spore zapasy szampana, więc wznieśli toast za zdrowie panny młodej. Ona wolałaby pewnie włożyć inną suknię, ale nie miała zamiaru przez taką błahostkę psuć tego, na co czekała 15 lat.

Dotychczas mawiał, że nie może jej poślubić, ponieważ oddał swe serce ojczyźnie. Ten związek jednak był już nieodwołalnie zerwany, mógł więc uważać się za mężczyznę do wzięcia. Mimo to wyszedł wcześniej ze śniadania weselnego, by podyktować swoją ostatnią wolę.

Adolf Hitler z Ewą Braun (1940)

„Charakter człowieka można ocenić na dwa sposoby: po kobiecie, którą poślubi i po tym, jak umiera” – miał powiedzieć Ernstowi Hanfstaenglowi. Hitler ożenił się z Ewą Braun 28 kwietnia 1945 roku, a 36 godzin później oboje zażyli cyjanek, a on przystawił pistolet do swej skroni. Oceniając jego charakter biografowie nie poprzestają na fakcie, że poślubił Ewę Braun, a w podróż poślubną wybrał się używając trucizny. O Ewie Braun jednak można powiedzieć wiele w oparciu o ów dość nietypowy wybór małżonka i sposobu odejścia z tego świata.

Uczesała włosy, włożyła czarną suknię, którą on tak lubił. Miała na sobie również włoskie buty i diamentowy zegarek. Przez jedną noc była Frau Hitler. W testamencie małżonek podziękował jej za „lata wiernej przyjaźni”. Rosjanie już zbliżali się do Berlina. Los wodza był przesądzony. Ewa do samego końca trwała przy swoim mężczyźnie. Wybrała śmierć w bunkrze u jego boku, nie chcąc żyć bez niego.

Jaka więc była? Dlaczego tak fascynują nas kobiety, które wiążą się z potworami? Od Lady Makbet po Carmillę Soprano chwytają naszą wyobraźnię w swoje szpony. Ich miłość sprawia, że oni stają się bardziej ludzcy, choć uczucie to zarazem odczłowiecza je same.

„Kobiety uwielbiają faszystów” – pisała Sylvia Plath. I choć wśród członków partii nazistowskiej było paru przystojnych mężczyzn, stwierdzenie Plath nie wyjaśnia fascynacji ładnej dziewczyny z miasta prostym, pruderyjnym, niedojrzałym emocjonalnie wegetarianinem, artystą z niższych warstw, który nawet w mundurze nie prezentował się zbyt okazale. Władza to afrodyzjak. Mówi się, że charyzma Hitlera tak bardzo działała na kobiety, że gdy przemawiał, przeżywały seksualne podniecenie, a czasem nawet orgazm. Uczucia te nie stały się jednak udziałem Ewy, kiedy spotkała go po raz pierwszy. Polityka ją nudziła, a on wtedy nie był jeszcze sławny. (…)

Ewa Braun pojawia się w nielicznych skądinąd opracowaniach biograficznych jako osoba pusta. Być może dlatego właśnie tak trudno jest ocenić, czy była ona moralnie współodpowiedzialna, czy też niewinna jak dziecko? Nic nie świadczy o tym, żeby starała się odmienić Hitlera. W filmie „Upadek” to ona uosabia zło: gdy Berlin płonie, tańczy niczym w transie.

Swoją wewnętrzną pustkę starała się wypełnić bezkresną chęcią posiadania. Uwielbiała zakupy. Jej kolekcja butów to jedna z niewielu rzeczy łączących ją z innymi sławnymi towarzyszkami życia dyktatorów. Nie interesował jej osobisty awans ani też kariera kogokolwiek z rodziny. Spędzała całe dnie w oczekiwaniu na wiadomość od führera, zmieniając po kilka razy kreacje.

Zdaniem historyka Richarda Overy’ego nie była współsprawczynią  zbrodni z tego prostego powodu, że nie postrzegała Hitlera jako zbrodniarza. Był on bohaterem, zbawcą Niemiec. Nie ma pewności co do tego, czy Braun kiedykolwiek należała do partii nazistowskiej. Jeśli wziąć pod uwagę stosunek führera do mieszania się kobiet w jego pracę, mało prawdopodobne jest, by znała szczegóły jego planu. Na tym właśnie polega problem: obojętność Ewy Braun wobec niszczonego przez jej ukochanego świata czyni z niej postać tak negatywną.

Ewa Braun poznała Hitlera w październiku 1929 roku. Miała wówczas 17 lat, kasztanowe włosy i młodziutką twarz. Była jedną z trzech sióstr z tradycyjnej rodziny katolickiej z Monachium. Lubiła taniec i gimnastykę, filmy z Hollywood i romantyczne powieści. Miała wszelkie predyspozycje, by stać się wzorową Niemką. Taką, dla której najważniejsze są dzieci, kuchnia i kościół. Ukończywszy szkołę przyklasztorną podjęła pracę u Heinricha Hoffmana, oficjalnego fotografa partii nazistowskiej. Wtedy właśnie poznała czterdziestoletniego Hitlera. Kiedy otworzył drzwi zakładu, stała na drabinie. On mógł podziwiać jej nogi, ona zaś z aprobatą patrzyła na jego twarz.

Został jej przedstawiony jako Herr Wolf. Nigdy wcześniej o nim nie słyszała. Wydał jej się „dżentelmenem w pewnym wieku, ze śmiesznym wąsikiem, w filcowym kapeluszu”. Jak wspominał Hoffman, ona była dla niego „atrakcyjną dziewczynką, u której – pomimo jej niefrasobliwego i trzpiotowatego wyglądu, a może właśnie dzięki niemu – odnalazł  ten rodzaj luzu i wytchnienia, jakiego mu było trzeba… Jednak nigdy, ani słowem, ani spojrzeniem czy gestem, nie dał powodu, by mogła sądzić, że jego zainteresowanie nią ma jakikolwiek głębszy charakter”.

Na pierwszy rzut oka ich uczucie oparte było jedynie na wzajemnie przyciągających się typach osobowości – jak mawiał führer, „mężczyzna o dużej inteligencji zawsze powinien wybierać prymitywne i głupie kobiety”. Lubił młode dziewczęta, ponieważ mógł je sobie urabiać. Zainteresowanie dominującego samca zaspokajało z kolei próżność Ewy. Trzeba jednak pamiętać, że Hitler był związany wówczas ze swoją młodą siostrzenicą Geli Raubal. Poważny związek z Ewą zaczął się dopiero w końcu 1931 roku, po samobójczej śmierci Geli. Zdaniem biografa Iana Kershawa siostrzenica była jedyną kobietą, do której Hitler mógł żywić jakiekolwiek głębsze uczucia czy wręcz uzależnić się od niej emocjonalnie.

Ewa Braun była więc typową odskocznią. Jej pamiętnik z 1935 roku nie wskazuje na jakiekolwiek ślady głębszego zainteresowania Hitlera jej osobą. „Dlaczego muszę to znosić – pisała o jego ciągłej nieobecności. – Żałuję, że go poznałam! Jestem taka nieszczęśliwa. Pójdę i kupię jeszcze trochę środków nasennych, pogrążę się we śnie”.

Wydaje się, że przez większość czasu Ewa Braun znajdowała się właśnie w stanie zbliżonym do snu. Miała skłonności do depresji. Dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo. Hitler podarował jej dom, ale nawet fakt, że ją utrzymywał, nie przysporzył jej społecznego uznania. Zawsze gdy pojawiali się ważni goście, Ewa usuwana była na bok. Większość czasu spędzała sama, nudząc się potwornie. Kuzynka Gertrude Weisker mówiła o niej: „To najnieszczęśliwsza kobieta jaką znam”.

Historia Ewy Braun pełna jest domysłów. Czy prowadziła z Hitlerem jakiekolwiek życie seksualne? Wiemy, że paradowała na jego życzenie w zamszowej bieliźnie, ale czy była czymkolwiek więcej niż obiektem fetyszu? Czy musiała – jak Geli – wypróżniać się na niego? Czy była w nim zakochana i na ile tak naprawdę go znała? Miała świadomość, jak daleko posunęło się jego szaleństwo? Jeśli chodzi o pytanie, dlaczego tak długo wytrzymywała z potworem, odpowiedź wydaje się jasna. Nikt nie mógł opuścić führera, chyba że – jak Geli – w trumnie.

I wreszcie: czy wiedziała o losie Żydów? Przedstawianie Ewy jako płytkiej, głupiutkiej i naiwnej dziewczyny wydaje się być wygodnym sposobem ograniczenia zła nazizmu poprzez przypisanie go wyłącznie męskiej części społeczeństwa. „Odmowa zadawania pytań sama w sobie jest zbrodnią” – mówiła Traudl Junge, sekretarka Hitlera, której zwierzenia stały się podstawą filmu „Upadek”. „Ewa Braun stanie się wielkim rozczarowaniem dla historyków” – przewidywał architekt Hitlera Albert Speer. Ale może właśnie ta płytkość Ewy czyni ją postacią interesującą. Jak to ujął Oscar Wilde: „Tylko płytcy ludzie znają samych siebie”.

Źródło: The Independent

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: