Przez niemal dwieście lat od zimnych Inflant na północy po słoneczne stepy Ukrainy dominowała jedna formacja jazdy. Każdy jednym tchem wymieni jej sukcesy: Wiedeń, Kircholm, Kłuszyno…

Skrzydlaci jeźdźcy, odziani w zbroje i zwierzęce skóry, z impetem siejący spustoszenie w szeregach wroga, zwyciężający bitwy oraz będący elitą wojska polskiego w XVI i XVII wieku. Husaria do dziś jest obiektem fascynacji, ale także przedmiotem legend i mitów powielanych w literaturze i sztuce narodowej.

Bitwa pod Orszą, husaria z pocz. XVI wieku

Nazwa Husaria

Wśród historyków przyjmują się zazwyczaj dwie teorie dotyczące pochodzenia nazwy „husaria”. Według pierwszej ów termin pochodzi z serbskiego słowa „usar” lub „gusar”, oznaczającego jeźdźca, korsarza lub rozbójnika. Druga teoria z kolei wywodzi etymologię słowa z języka węgierskiego, „huszar”, co miało być połączeniem dwóch węgierskich wyrazów: „husz” oznaczającego dwadzieścia oraz „ar”, czyli lenno lub dobra ziemskie. Historycy przyjmują zatem, że nazwę tę przejęto po zaciągu pierwszych husarzy pochodzących z Serbii oraz Węgier na stan wojska koronnego.

Powstanie

Za czas narodzin polskiej husarii uważa się początek XVI wieku, gdyż pierwsza wzmianka o czterech husarzach na polskim żołdzie pochodzi z roku 1500. Pierwsze poczty rackie do królewskiej chorągwi nadwornej zwerbował w 1500 roku podskarbi wielki koronny Andrzej Kościelecki. W 1503 Sejm powołał do życia pierwsze chorągwie autoramentu narodowego, w tym husarskie. Chorągwie husarskie nazywano początkowo chorągwiami rackimi, które od powszechnych wówczas chorągwi kopijniczych różniły się brakiem uzbrojenia ochronnego jeźdźców i koni. Tak rozpoczęła się ponad dwustuletnia historia tej formacji.

Husarz – Józef Brandt

Najważniejsze zwycięstwa

Husaria znana jest z szeregu zwycięstw, dzięki czemu w Europie budziła strach i podziw.

Do najważniejszych bitew z udziałem husarii zaliczamy: Bitwy pod Orszą (1514), Obertynem (1531), Lubiszewem (1577), Mohylewem (1581) Byczyną (1588), Kokenhausen (1601), Kircholmem (1605), Kłuszynem (1610), Chocimiem (1621), Trzcianą (1629), Martynowem (1624), Ochmatowem (1644), Beresteczkiem (1651), Połonką (1660), Chocimiem (1673), Lwowem (1675), Wiedniem (1683), Hodowem (1694)

Uzbrojenie

Husarze walczyli zazwyczaj w szyku trzyszeregowym. Pierwsze uderzenie wykonywali ciężką kopią mierzącą około 4,5 metra, zaopatrzoną w proporzec i zakończoną ostrym grotem. Uderzenie w cwale tą kopią było niezwykle skuteczne. Husarz walczył dalej pałaszem, szablą lub koncerzem. Przy siodle tkwiła para pistoletów.

Uzbrojeniem ochronnym był szyszak – składający się z dzwonu, daszka z nosalem, policzków i osłony czaszki wraz z twarzą zwanej nakarczkiem. Elementem ochronnym była też półzbroja, składająca się z napierśnika i naplecznika. Napierśniki były skuteczną ochroną przed kulami pistoletu, gdyż miały grubość dochodzącą do 6-7 mm. Na napierśnik wkładano obojczyk chroniący szyję, do którego mocowane były naramienniki osłaniające rękę od łokci. Przedramię chroniły osłony zwane karwaszami. Do nich montowano rękawicę z metalową osłoną dłoni.

Zbroje husarskie – Muzeum Wojska Polskiego.

Charakterystycznym elementem uzbrojenia husarii były skrzydła, mocowane często na napleczniku, chociaż zdarzało się, że były one mocowane do siodeł. Przyjęło się twierdzenie, że rola skrzydeł polegała na robieniu charakterystycznego szumu i gwizdu w czasie szarży. Wydaje się jednak, że miały one bardziej praktyczne zastosowanie. Prawdopodobnie miały one służyć husarzowi jako ochrona przed zarzuceniem na głowę przez nieprzyjaciela arkanów, używanych przez Tatarów. Należy pamiętać bowiem, że husaria powstała właśnie do walki na wschodnich obszarach Rzeczpospolitej. W ostatnim okresie swego istnienia, husaria używała skrzydeł jedynie do celów paradnych.

 Na ilustracji akwarela Juliusza Kossaka „Towarzysz husarski”.

Zbroja husarska była typowo polskim wytworem. chroniła skutecznie jeźdźca przede bronią palną i sieczną. Przynajmniej do czasu wynalezienia muszkietu z długą lufą. Zbroje i szyszaki oficerów i towarzyszy są bogato zdobione rozetkami, nitami i różnymi ornamentami, których motywy przypominają dzisiejsze brożki i wisiory, wykonywane przez górali z regionu Podhala. Zbroje pocztowych były raczej skromne i pozbawione ozdób. noszą one cechy produkcji masowej. dużą zaletą polskich zbroi husarskich była ich lekkość w stosunku do współczesnych im zbroi zachodnich. Zbroje husarskie wykonywane były w kraju przez polskich płatnerzy.

Husaria podczas parady w 1605 roku w Krakowie przedstawiona na Rulonie polskim

W okresie panowania króla Jana III Sobieskiego, oficerowie i starszyzna husarska używali często innego rodzaju zbroi. Mit o sarmackim pochodzeniu polskiej szlachty spowodował, wielkie zainteresowanie sztuką starożytnego Rzymu, gdzie Sarmatów przedstawiano w łuskowych zbrojach. Powstał wówczas nowy typ zbroi husarskiej, zwany karacena. Był to skórzany kaftan z gęsto mocowanymi metalowymi łuskami. Naramienniki były zdobione pięknymi maszkaronami, podobnie obojczyk został ozdobiony pięknym ornamentem. Niektóre, karaceny mają misternie zdobione łuski. W sumie była to zbroja bardzo kosztowna, chociaż w boju mniej przydatna od skromniejszej zbroi płytowej. Była ona dużo cięższa, bardzo ograniczała ruchy i nie chroniła przed bronią palną.

Często na karaceny i zbroje płytowe husarze zakładali kolczugi. Na zbroi noszono zaś skóry tygrysie, lamparcie lub wilcze.

Atak husarii w Bitwie pod Kłuszynem 1610 – obraz Szymona Boguszowicza z 1620

Husarskie konie

Husarskie konie miały być zdrowe, mało wymagające, szybkie, a przede wszystkim masywne oraz zdolne do długotrwałego wysiłku. Większość koni, jakie trafiały w szeregi husarii, hodowano na terenach Rzeczypospolitej. Wiązało się to z faktem, iż zaopatrywanie armii w konie drogą importu byłoby nie tylko niesłychanie kosztowne, ale również wręcz niemożliwe z racji ciągłych uzupełnień sięgających tysięcy sztuk. Poważniejsze liczby koni kawaleryjskich importowano do Polski jedynie z terytorium Węgier, część sprowadzano do paradnych zaprzęgów i karet. Jędrzej Kitowicz pisał, że w późniejszych latach panowania Augusta III Polacy zarzucili polskie, tureckie i ukraińskie konie z przyczyny, że do figury karet zbyt wysokich zdawały się małe do wielkiej parady, która wszystkiego wielkiego i ogromnego wyciągała. Więc się udali do wielkich szkap niemieckich, duńskich, meklemburskich, pruskich, saskich jako też i hiszpańskich.

Wojciech Kossak, Husaria

Konie hodowano niemal we wszystkich dzielnicach kraju (różne typy pod względem ras z systematycznym dopływem krwi wschodniej), chociaż ten typ gospodarki rozwijał się najlepiej na kresach południowo-wschodnich. Musiała być to również dziedzina niezwykle opłacalna, jeżeli w XVI-XVII w. panowało przeświadczenie, że klaczka, pszczółka i pszenica wywiodą z długów szlachcica. Warto również wspomnieć, iż już od 1550 r., w związku z obronnością kraju, panował zakaz wywożenia koni poza granice państwa. Zakaz ten następnie powtarzano i zaostrzano w ustawach państwowych. Chociażby w ustawie z 1620 r. czytamy: siłą na tem Rzeczypospolitej zależy, a zwłaszcza pod takowe niebezpieczne czasy, aby koni za granice nie wyprowadzano.

Taktyka

Siłę husarii stanowiły impet i ruchliwość, połączone z elementami zwartości formacji, a także pewne elementy przynależne tylko tej formacji (umiejętność rozluźniania i zacieśniania szyków w trakcie szarży). Dzięki impetowi husaria mogła rozbijać formacje zachodniej piechoty i jazdy, które nastawione na walkę na broń palną (jeszcze niedoskonałą) nie mogły powstrzymać jej szarż.

Jeźdźcy w strojach husarii podczas defilady w czasie święta Tysiąclecia Państwa Polskiego.

Minimalne straty podczas szarż brały się ze specjalnego, właściwego tylko dla polskiej husarii sposobu przeprowadzania ataku. Polegał on na tym, że aż do momentu oddania salwy przez wroga szarża była prowadzona w dość luźnym szyku, który zacieśniano dopiero tuż przed wrogiem. Szansa na trafienie któregokolwiek z husarzy w trakcie szarży była nikła, gdyż wbrew potocznemu mniemaniu, żołnierze przeciwnika nie starali się celować precyzyjnie do atakujących, lecz jedynie kierowali swą broń w stronę szarżującej jednostki. Strzelający liczyli na to, że przy palbie salwą całego szeregu (lub kilku szeregów), kule i tak w kogoś trafią. Widząc szarżującą masę konnicy piechur ulegał bardzo silnym emocjom i stresowi. W takiej sytuacji o wiele łatwiej było strzelać w ogólnym kierunku do szarżującej jednostki, niż brać poszczególnych konnych na cel. Stąd też niskie straty własne husarzy.

Współczesny orzeł Sił Powietrznych.

Ale to nie wszystko. Zakładając, że pierwszy szereg pikinierów zostanie powalony przez husarię, pozostają jeszcze dwa szeregi broniące dostępu do muszkieterów. Jak husaria je pokonywała? Możliwe jest kilka odpowiedzi. Pierwsza – husarze ustawieni byli w gęstszym szyku (choć niewiele gęstszym) niż piechota. Po pierwszym starciu pozostała więc część husarzy z całymi kopiami, mogących kontynuować natarcie na drugą linię pikinierów. Druga sprawa – husarze z połamanymi kopiami mogli posłużyć się ułamanym drzewcem – które miało jeszcze dość znaczną długość (2-3m) – do roztrącania pik kolejnych szeregów i rażenia pikinierów (ugodzenie w twarz takim ułomkiem kopii nawet jeśli nie było śmiertelne, powodowało znaczne okaleczenie i eliminację piechura z walki). Trzeci wariant wykorzystuje fakt przeskrzydlenia szyków wroga. Załamanie się obrony na skrzydłach, prowadzić mogło do „zwijania” ugrupowania nie od czoła ale od boków. Ostatnia w końcu możliwość, to wspieranie pierwszego szeregu husarii przez dwa kolejne. Potrzeba było do tego wolnej przestrzeni w pierwszym szeregu husarii (której przed samym „wejściem” w ugrupowanie piechoty nie było – odległości wynosiły przecież niecałe 1,5m). Ale owo „wejście” z pewnością łamało szyk husarii na tyle, że tu i ówdzie tworzyła się luka dostatecznie duża, aby husarz z tylnego szeregu mógł z niej skorzystać.

Odległość szarży

Leave a Reply