Zdaniem libańskich mediów eksplozja w Bejrucie nie była dziełem wypadku. Padają mocne oskarżenia w stronę Izraela.

Kilka godzin przed eksplozją izraelski premier Benjamin Netanjahu ostrzegł libańskie ugrupowanie Hezbollah przed przeprowadzaniem akcji wymierzonych w Izrael.

Netanjahu, który dzisiaj odwiedził bazę wojskową w Ramli pod Tel Awiwem, zapowiedział, że Izrael nie zawaha się podjąć dalszych działań odwetowych.

Amerykańska telewizja CNBC podała, że mogło dojść do dwóch eksplozji, w tym do jednej w pobliżu byłego premiera Libanu Saada Haririego. Korespondentka telewizji Hadley Gamble poinformowała, że potwierdziła w rozmowie telefonicznej z byłym premierem, iż nic mu się nie stało.

Saad al-Hariri, który był szefem rządu libańskiego w latach 2009-2011 i 2016-2020 jest synem innego libańskiego premiera Rafika Haririego al-Haririego, który zginął w 2005 roku w wyniku wybuchu samochodu pułapki.

Według BBC wybuch w Bejrucie ma miejsce w czasie, kiedy Trybunał Sprawiedliwości ONZ ma wydać wyrok w procesie czterech członków Hezbollahu oskarżanych o przygotowanie zamachu na Rafika al-Haririego. Organizacja do tej pory zaprzecza, aby brała udział w tym akcie terroru.

Możliwe, że wybuchy miały ostrzec Hezbollah i ich zwolenników przed kolejnymi atakami. Wszyscy zgodnie twierdzą, że fajerwerki nie mogłyby wywołać tak ogromnej eksplozji. Jak na razie nie ma żadnych dowodów na to, że wybuchy w Bejrucie były celowo zaplanowane.

Libańskie media twierdzą, że dzisiejsze słowa Netanjahu były obietnicą którą szybko spełnił.

Musimy poczekać na rozwój sytuacji. W Bejrucie trwa akcja ratunkowa na szeroką skalę. Zniszczenia w mieście sięgają miejscami 10 km od centrum eksplozji. Reuters prowadzi relację na żywo. Widać wciąż płonące budynki i ogromny chaos. Służby ratunkowe ściągane są z okolicznych miast.

Leave a Reply