Nie wierzymy w klątwy, nawiedzone domy i duchy nękające swych dawnych oprawców, ale na wszelki wypadek zostawiamy sobie pewien margines bezpieczeństwa. Dlatego też za żadne skarby nie chcielibyśmy w naszych skromnych chatach i szałasach mieć jakiegokolwiek z przedmiotów wymienionych poniżej.

Krzesło Thomasa Busby’ego

Miło jest posadzić zad na wygodnym, obitym miękkim siedziskiem, starym krześle. Dokładnie 302 lata temu na siedzisku tym przycupnął sobie niejaki Thomas Busby – pochodzący z Anglii przestępca. Mężczyzna ten chwilę później zawisł na szubienicy, skazany na śmierć za zabicie swojego teścia.

Od tego czasu każdy, kto zechce przysiąść na tym krześle pewien być może, że jego dni będą policzone. Przez ostatnie trzy wieki mebel ten przyczyniał się do śmierci wielu przypadkowych klientów pubu, w którym krzesło to stało, a w czasie II Wojny Światowej „drewniany zabójca” dopadł nawet i kilku żołnierzy brytyjskiej armii – łącznie doliczono się 63 ofiar. Ostatecznie w 1972 roku nawiedzony przedmiot oddano do muzeum. Kustosze bardzo poważnie potraktowali doniesienia o tragicznych, paranormalnych zjawiskach dotyczących nowego eksponatu i na wszelki wypadek podwiesili krzesło tuż pod sufitem – uznano, że to jedyny sposób, aby muzeum nie stało się miejscem pielgrzymek ciekawskich samobójców…

Włoska waza

Historia włoskiej wazy z XV wieku obrosła już wieloma legendami. Według jednej z nich, naczynie to było prezentem ślubnym dla pewnej pary. Niestety, niedoszła panna młoda zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach w dniu ceremonii. W chwili swojej śmierci dziewczyna miała ściskać w ramionach swój prezent. Rodzina zmarłej potraktowała naczynie jako formę pamiątki po nieboszczce i przez dłuższy czas waza krążyła z rąk do rąk, jak można by się tego spodziewać, niosąc ze sobą śmiertelne żniwo.

Ostatecznie sprawą przeklętego przedmiotu zainteresował się miejscowy ksiądz, który naczynia się pozbył.
W 1988 roku pewien Włoch wydobył z ziemi piękną wazę z XV wieku. W środku znalazł karteczkę ostrzegająca o klątwie ciążącej nad tym przedmiotem.
Wiele wskazuje na to, że znaleziskiem było właśnie to słynne, legendarne naczynie. Mężczyzna sprzedał wykopalisko pewnemu aptekarzowi, który trzy miesiące później wyzionął ducha. Wazę przygarnął znajomy zmarłego – chirurg, który absolutnie nie wierzył w historie opowiadane o zabytkowym artefakcie… Również i on po dwóch miesiącach stał się kolejnym dowodem na prawdziwość klątwy. Kiedy następny właściciel równie szybko dokonał swego żywota, włoska policja skonfiskowała niesławną wazę. Podobno naczynie umieszczono w ołowianej skrzyni i umieszczono w bliżej nieznanym miejscu, czyli pewnie gdzieś tutaj:

https://joemonster.org/images/vad/img_28564/947494a98be4c8941ce2a3b89cd16969.gif

Ruszająca się, starożytna statua

W manchesterskim muzeum kustosze zauważyli pewien fenomen związany z pewnym eksponatem. Pochodząca z 1800 roku przed naszą erą egipska statua, która od 80 lat podziwiana jest przez gości muzeum, zaczęła się ruszać… Nie do końca wiadomo, jakie zjawisko odpowiedzialne jest za obracanie się przedmiotu. Sceptycy uważają, że odpowiedzialne za to mogą być mikro-wibracje wywołane przez pojazdy przemieszczające się po pobliskiej ulicy.

Kustosze twierdzą jednak, że statua jest jedynym przedmiotem, który się porusza. Zwracają też uwagę na legendę mówiącą, że jeśli mumia zostanie zniszczona, to dusza faraona ukryje się w takim właśnie posążku, który wraz z innymi przedmiotami złożony został w krypcie.

Nawiedzona skrzynia

150 lat temu Jacob Cooley – amerykański, majętny jegomość – rozkazał jednemu ze swych niewolników wykonać drewnianą skrzynię, w której Jacob trzymałby zabawki swojego największego skarbu – nowo narodzonej jedynej córki. Z jakiegoś powodu mężczyzna nie docenił pracy niewolnika i wściekły stłukł go tak mocno, że biedaczysko wyzionął ducha. Reszta czarnoskórej służby Cooleya poprzysięgła zemstę na swym panu i korzystając z przekazywanej sobie od pokoleń afrykańskiej wiedzy magicznej, rzuciła klątwę na skrzynię. Pierwsza zmarła córka Jacoba, a w ciągu czterech kolejnych lat skrzynia miała się przyczynić do śmierci kolejnych siedemnastu osób. Ostatecznie klątwa została zdjęta przez pewną wiedźmę, a sam kufer można dziś podziwiać w muzeum historii w Kentucky.

https://joemonster.org/images/vad/img_28564/0bf7452b9545e46507bc72f1de49bcd3.jpg

Przeklęta mumia

Historii o tragediach czekających tych, którzy odważą się zakłócić spokój zmarłym faraonom jest wiele, ale tylko jedna egipska klątwa zebrała ze sobą tak wielkie żniwo. Sprawa dotyczy nie tyle mumii, a drewnianej pokrywy trumny, w której spoczywała pewna egipska arystokratka zmarła 1050 lat przed naszą erą. Wieko ozdobione było pięknym, doskonale zachowanym malunkiem przedstawiającym nieboszczkę. Wieść głosi, że od chwili odkrycia krypty w 1890 roku, każdy kolejny właściciel tego artefaktu miał wyjątkowego pecha. Ostatni jej posiadacz całkiem zbankrutował i obwiniając za swe nieszczęście egipską pamiątkę, oddał ją do Muzeum Brytyjskiego.

Pracownicy tego miejsca, którzy również odczuli na własnej skórze rzekomą klątwę, bardzo ucieszyli się z tego, że na fali ówczesnej „egipskiej” mody szybko znalazła się osoba, która nie tylko feralny przedmiot zabrała ze sobą, ale i zapłaciła za niego sporą kwotę pieniędzy. Nabywcą artefaktu został dziennikarz – William Thomas Stead. Mężczyzna ten, wybierając się w podróż wielkim transatlantykiem, zdecydował się przeszmuglować drewniane wieko przymocowawszy je do podwozia swego samochodu. Jak się już pewnie domyślacie liniowcem, którym płynął William, był Titanic. Na kilka godzin przed katastrofą dziennikarz wreszcie puścił parę z ust i wyjawił kilku poznanym na pokładzie pasażerom tajemnicę malowanego wieka, znajdującego się pod pokładem…

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.