Zdjęcie potrafi czasem bardziej wstrząsnąć niż tysiąc słów, szczególnie jeśli znamy okoliczności jego powstania. Wiele z fotografii, które zobaczycie poniżej, wywołuje prawdziwą ulgę, że żyjemy w XXI wieku i na co dzień nie musimy oglądać takich obrazków.

Śmierć słonia (1903)

Topsy była słonicą, która przez lata „bawiła” publiczność amerykańskiego cyrku. Pewnego dnia zwierzę zaatakowało swojego tresera. Facet nie przeżył konfrontacji ze swoją rozjuszoną podopieczną. Po tej tragedii władze cyrku uznały, że w ramach wymierzenia sprawiedliwości należy Topsy pozbawić życia. A przy okazji zarobić na tym trochę kasy. Z egzekucji słonicy zrobiono wielki show. W parku Luna na Coney Island wygospodarowano miejsce, zwierzę postawiono na miedzianych płytkach, a następnie zaaplikowano mu „zastrzyk” z 6600 voltów. Jako że podobną metodę zabicia słonia zastosowano już parę lat wcześniej i wówczas to „skazaniec” przeżył egzekucję, tym razem przed zabiciem Topsy podano jej prawie pół kilograma cyjanku.

Okrutna atrakcja zgromadziła 1500 widzów. Wydarzenie to nie tylko zostało udokumentowane fotograficznie, ale i nakręcono film. Nagranie trafiło później do rąk Thomasa Edisona, który to wysłał na miejsce kaźni swoich pracowników z kamerami.

Rękawiczki z ludzkiej skóry (1957)

Ed Gein był synem religijnej fanatyczki i alkoholika. Większość zwyrodniałych morderców może pochwalić się rodzicami o podobnych „zainteresowaniach”. Nie inaczej było w przypadku Geina, który dodatkowo wyrósł na niepoczytalnego psychopatę seksualnego i schizofrenika. Człowiek ten nie tylko mordował ludzi, ale i wykopywał zwłoki z pobliskiego cmentarza. Z tymi ostatnimi Ed nie uprawiał seksu, bo jak sam potem zeznał policji „bardzo brzydko śmierdziały”.
Próbował natomiast stać się własną matką. Ed bardzo przeżył jej śmierć i skompletował nawet pozszywany z ludzkiej skóry kompletny strój kobiety, który zakładał na siebie, aby poczuć się jak swoja zmarła rodzicielka.

Podczas aresztowania na farmie Geina znaleziono m.in. popielniczki z czaszek, waginy w słoikach, maski ze skóry zerwanej z twarzy nieboszczyków, sporą kolekcję ludzkich nosów, wysuszone kobiece piersi oraz te oto gustowne rękawiczki…

Ostatnie chwile (2013)

Zdjęcie to wykonano w holenderskiej miejscowości Ooltgensplaat, kiedy to dwóch młodych techników reperowało uszkodzony mechanizm turbiny wiatrowej. Nieoczekiwanie urządzenie stanęło w płomieniach. Na fotografii uwieczniono obu mężczyzn przytulających się na chwilę przed dokonaniem samobójczej decyzji. Jeden z nich skoczył i zginął na miejscu, uderzywszy w ziemię 60 metrów niżej, drugi natomiast usiłował przecisnąć się przez rozgrzane do wysokiej temperatury wnętrze maszyny. Zginął w wyniku poparzeń.

John Torrington odnaleziony! (1984)

Torrington był żyjącym w pierwszej połowie XIX wieku angielskim podróżnikiem, który mimo swojego młodego wieku wziął udział w słynnej ekspedycji Johna Franklina. Tej ostatniej – trzeba zaznaczyć. Wyprawa ta miała wytyczyć nowy szlak morski do Azji przez Kanadę. Statki wyruszyły z Anglii w 1845 roku i… ślad po nich zaginął. Dopiero po latach okazało się, że jednostka, na pokładzie której był John, została poważnie uszkodzona i cała załoga musiała ewakuować się na ląd po dotarciu na północ Kanady.

Znaleziono groby części z podróżników, w tym i mogiłę Torringtona. W 1984 roku trumna z jego zwłokami została otwarta, a oczom badaczy ukazała się doskonale zachowana mumia. Dokonano sekcji zwłok nieboszczyka i szybko na jaw wyszło, że nieszczęśnik w chwili swojej śmierci był ciężko chory i ważył zaledwie 38 kilogramów! Po dokładnych oględzinach płuc denata lekarze doszli do wniosku, że nieszczęśnik umarł na zapalenie płuc, które to było wynikiem silnego zatrucia ołowiem. Skąd ten ołów? Ano prawdopodobnie z puszkowanego żarcia, którym posilali się podróżnicy.

Masakra na Uniwersytecie Thammasat (1976)

6 października 1976 na terenie kampusu uniwersyteckiego Thammasat w Tajlandii rozpoczęły się protesty związanych z „lewym skrzydłem” studentów przeciwko powrotowi do kraju wygnanego parę lat wcześniej dyktatora Thanoma Kittikachorna.
Skrajnie prawicowe władze kraju postanowiły siłą stłumić te manifestacje. Do protestujących otworzono ogień. Rządowe służby paramilitarne nie oszczędzały amunicji i wkrótce kampus zaroił się od zwłok.

Obserwatorem tych krwawych wydarzeń był amerykański fotograf Neal Ulevich. Większość z sympatyzujących z komunistami studentów poddała się, jednak sytuacja wcale nie uspokoiła się. Zarejestrowawszy kamerą sporo materiału, Neal postanowił uciec z terenu uniwersytetu i pobiegł w kierunku bramy. Tam jednak jego uwagę zwrócił tłum wokół jednego z pobliskich drzew. Fotograf stał się świadkiem okrutnej egzekucji jednego z manifestantów, który miał nieszczęście wpaść w ręce uczniów sympatyzujących z rządem.
Ulevich poświęcił zaledwie 20 sekund na wykonanie kilku zdjęć. Za jedno z nich dostał potem Nagrodę Pulitzera. Najbardziej szokujące w tej scenie nie jest zmasakrowane ciało powieszonego nieszczęśnika, ale uśmiechy malujące się na twarzach zebranej młodzieży i dzieci.

Niemiecki żołnierz zabija żydowską kobietę (1942)

W 1942 roku Niemcy stworzyli na terenie ukraińskiej miejscowości Mizocz getto dla 1700 Żydów. Pół roku później padła decyzja o jego likwidacji. Niespodziewanie jedna z żydowskich podziemnych organizacji wszczęła bunt. Jej członkowie wzniecili w getcie pożar i zaczęli strzelać do Niemców. Dzięki temu, korzystając z zamieszania, kilkaset osób uciekło do pobliskiego lasu.

Po spacyfikowaniu powstania, hitlerowcy przystąpili do mordowania pozostałych przy życiu Żydów. Zostali oni rozebrani do naga i rozstrzelani. Ci, którzy przeżyli pierwszą salwę, musieli zostać dobici przez żołnierzy. Taki właśnie los spotkał kobietę uwiecznioną na fotografii poniżej.

Nasłuchiwanie „masowego grobu” (1960)

21 stycznia 1960 roku w kopalni Coalbrook w RPA doszło do wielkiej tragedii. Ok. 180 metrów pod ziemią runęło łącznie 900 filarów podtrzymujących stropy. Szyby zawalały się kaskadowo, powoli zamykając drogę ewakuacji dla pracującego pod ziemią tysiąca górników. Przeszło połowie pracowników udało się jednak uciec, reszta została uwięziona.

Na miejsce katastrofy przybyła ekipa techników zaopatrzonych w odbiorniki dźwięku. Za ich pomocą próbowano „usłyszeć” głosy żywych jeszcze ofiar i zlokalizować ich położenie. Akcja ratunkowa trwała do 5 lutego. Wówczas to uznano, że dalsze próby szukania górników nie mają już sensu. Kopalnia stała się grobem dla 435 osób, których ciał nigdy nie wydobyto na powierzchnię.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.