Pierwszy i największy z mitów Titanica to to, że DiCaprio nie zmieścił się na desce. Zostawmy jednak filmowe romansidło i przyjrzyjmy się prawdziwej katastrofie.

1.

Czy gdyby Titanic miał wystarczająco szalup ratunkowych dla wszystkich pasażerów, to wszyscy zdołaliby się uratować? Okręt wyposażony był w 20 szalup – cztery więcej niż wymagały przepisy. Ostatnią zwodowano na pięć minut przed tym, gdy cały statek znalazł się pod powierzchnią wody, co oznacza, że na więcej i tak zabrakłoby czasu. Dodatkowo nie wszyscy pasażerowie w ogóle chcieli przejść do szalupy – uważali, że na dużym statku będą bardziej bezpieczni. Wreszcie pasażerowie trzeciej klasy, podróżujący w głębi Titanica, mieli problem ze znalezieniem drogi na pokład.

2.

Na dodatkowe szalupy na Titanicu zwyczajnie brakowało miejsca. Część tych, które zabrano, umieszczono już w trudno dostępnych miejscach. Ich uwolnienie wymagało wysiłku, manewrowania, a przede wszystkim czasu, którego brak okazał się największym wrogiem pasażerów. Zabranie kolejnych łodzi ratunkowych wymagałoby jeszcze większej kreatywności w ich rozmieszczeniu – a to oznaczałoby jeszcze większe trudności z ich późniejszym wydobyciem. Nic więc dziwnego, że na okręcie uważanym za niezatapialny postanowiono z nich zrezygnować.

3.

Co doprowadziło do katastrofy Titanica? Według niektórych odpowiedzialna była… mumia Amona, którą przewozić miał statek. Jedyny związek jednej z drugim był taki, że na Titanicu podróżował William T. Stead, znany spirytualista, który opowiadał towarzyszom o rzekomo przeklętej mumii eksponowanej w tym samym czasie w Muzeum Brytyjskim. Nie potrzeba było wiele czasu, by plotki zaczęły żyć własnym życiem, a zmyślona historia nabrała rozgłosu. Fakty pozostają niezmienne – przyczyną katastrofy było rąbnięcie w górę lodową, nie zabranie na pokład martwego Egipcjanina (którego oczywiście tam nie było).

4.

Według kolejnej z opowieści dziwnej treści Titanic miał być pierwszym okrętem, który nadał sygnał SOS – tak powszechny dzisiaj i rozpoznawany wszędzie na świecie. Nie był. Do 1906 roku nie było jednoznacznego, standardowego sygnału, który oznaczałby wzywanie pomocy. Brytyjczycy stosowali kod CQD (Seek you – danger) i jeszcze sporo czasu minęło zanim przyzwyczaili się do nowego, prostszego wariantu. Titanic nadał obydwa sygnały, CQD i SOS, ale nie był pierwszym okrętem, który posłużył się tym ostatnim, i w żaden sposób nie mogło to wpłynąć na akcję ratunkową.

5.

Czy pasażerowie trzeciej klasy zostali celowo skazani na śmierć? Czy utopiono ich za zamkniętymi kratami, jak przedstawia film? Nie do końca. Na Titanicu oddzielano od siebie pasażerów poszczególnych klas, ale wszyscy mogli wydostać się na pokład bez większych trudności. Problem leżał gdzie indziej – pasażerowie trzeciej klasy nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia. Wydawało się, że ratunek jest tylko kwestią czasu. Wielu z nich postanowiło więc pozostać w swojej części, a problemy ze skuteczną akcją ratunkową pogłębiały nędzna organizacja czy bariera językowa.

6.

Jeszcze jeden z mitów stwierdza, że zatonięcie Titanica było karą boską za… numer seryjny. Zauważono (choć bardziej: wymyślono), że 360604 oglądane w lustrze wygląda jak „NO POPE”, czyli jawny manifest antypapieski. Nie powinno więc dziwić, że Bóg postanowił zrobić porządek z diabelskim okrętem. Jest tylko jeden problem. Numerem seryjnym Titanica było 401, a cała historia jest od początku do końca wyssana z palca.

7.

Czy pożar w kotłowni mógł osłabić konstrukcję tej części statku, która uderzyła w górę lodową, zmieniając tym samym zachowanie jednostki w kryzysowym momencie? Teorię powinien potwierdzać fakt, że pożar składu węgla faktycznie miał miejsce. Dodatkowo, na kadłubie Titanica pojawiło się zaciemnienie, które mogłoby dowodzić problemów. Prawda jest jednak taka, że z pożarem – niebędącym niczym szczególnie niezwykłym – poradzono sobie w myśl standardowych procedur. A smuga na kadłubie znajdowała się co najmniej 15 metrów od miejsca wybuchu ognia. Nic więc nie wskazuje na to, by pożar miał jakikolwiek związek z obniżoną wytrzymałością okrętu podczas zderzenia z górą.

8.

Spektakularny koniec kariery kapitana Edwarda Johna Smitha – historię Titanica upiększano na wiele różnych sposobów jeszcze zanim statek wyruszył w swój pierwszy i ostatni wielki rejs. Przy tej okazji na emeryturę wysyłano również kapitana Smitha, powtarzając, że to ostatnia podróż słynnego marynarza, i licząc, że perspektywa udziału w wiekopomnym wydarzeniu dodatkowo zwiększy zainteresowanie biletami na rejs. Dość na tym, że kapitan Smith, mimo podeszłego wieku, na spoczynek jeszcze się nie wybierał. Czekał najprawdopodobniej na ukończenie budowy HMHS Britannic (który, swoją drogą, zatonął cztery lata po Titanicu).

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.